wtorek, 25 września 2012

Szkoła?

     Czym ona naprawdę jest? Czy to tylko budynek, do którego chodzimy codziennie, uczymy się i spędzamy czas ze znajomymi? Nie. To miejsce, w którym nauczyciele znęcają się nad nami psychicznie. Czuję się wykończona. Codziennie po 8 godzin lekcyjnych, do tego treningi karate i dodatkowy angielski. Nie wyrabiam się z tym. Siedzę do późna w nocy by to wszystko ogarnąć, śpię po 6-7 godzin, oczy mi się zamykają na lekcjach, a do tego ciągle jestem poddenerwowana. Coś mi się nie spodoba od razu warczę na ludzi, a czasami nawet krzyczę. Nawet muzyka nie pomaga. Dzisiaj warczałam na nauczyciela, gdy ten się do mnie odezwał. Warczałam? Momentami prawie krzyczałam. Do tego na W-Fie nadwyrężyłam sobie kolano.  Wszystko układa się cudownie! Szkoda tylko, że nie po mojej myśli. Mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. I zrobiłabym to. Nie zawahałabym się nawet przez sekundę, gdyby nie to, że zdaję sobie w pełni sprawę, iż konsekwencje tego nie byłby przyjemne.
     Nie wiem jak dałabym radę bez tych wszystkich osób otaczających mnie. Szczególnie bez niej. Wspiera mnie, daje kopa, kiedy tego potrzebuję. Nie zawsze mnie rozumie, ale stara się. I za to ją kocham. Że po prostu jest. I tyle. Nie potrzebuję niczego więcej. No, może potrzebuję, ale gdybyśmy zawsze dostawali to, co chcemy, nie byłoby marzeń. A są one piękne.        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz